logo

Adam Małysz – król polskich nart / mistrzowie sportu ze świata – POLSKA

Najwięki mistrzowie to seria, w której prezentujemy sylwetki najwybitniejszych sportowców z różnych krajów na całym świecie. W tej sportowej lekcji geografii podróżujemy po krajach całego świata i wybieramy wybitnych mistrzów z danego regionu. Ruszamy w drogę!

Podcast do poczytania

„Przecież my, dzięki tym transmisjom, żyliśmy życiem zastępczym…” – żegnał Adama Małysza redaktor Włodzimierz Szaranowicz i głos mu się łamał ze wzruszenia. – „Był powodem ogromnej zbiorowej radości” – dodawał. Komuś, kto nie pamięta polskich skoków narciarskich przed Adamem Małyszem, trudno aż uwierzyć, jak wielkim był przełomem.

 

W latach dziewięćdziesiątych w Pucharze Świata dominowali Niemcy, Austriacy, Norwegowie, Finowie, Japończycy, sporo do powiedzenia mieli Słoweńcy. Nie Polacy jednak. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych polscy skoczkowie byli absolutnym tłem dla światowej czołówki. Nie liczyli się kompletnie. Dzisiaj wielu z tych, którzy pamiętają tamte trudne czasy, mówi o zjawisku „a jednak mamy Polaka w drugiej rundzie!”. Bo takie zdania komentatorów padały czasem, gdy nieoczekiwanie polski skoczek zajął miejsce wyższe niż… 30.

To pokazuje, z czym mieliśmy do czynienia w polskich skokach pod koniec poprzedniego wieku i co się w nich wydarzyło wraz z nastaniem nowego. Oto bowiem na przełomie 2000 i 2001 roku, a zatem także na przełomie dwóch stuleci, tradycyjnie rozgrywano w Niemczech i Austrii prestiżowych Turniej Czterech Skoczni. Konkurs noworoczny to pewna tradycja. Odbywa się w Garmisch-Partenkirchen i gdy ludzie wstają powoli po nocy sylwestrowej, to jedną z pierwszych rzeczy do obejrzenia w telewizji mają właśnie noworoczne skoki.

Wielu z nich 1 stycznia 2001 roku wydawało się, że wciąż śpią. Oto bowiem polski zawodnik Adam Małysz skakał wspaniale i walczył o wygraną. Wdarł się na podium, by po kilku dniach w Innsbrucku w Austrii już wygrać. Następnie zwyciężył w całym Turnieju Czterech Skoczni i wreszcie zdobył Kryształową Kulę za Puchar Świata.

To było aż nie do uwierzenia. Owszem, Adam Małysz miał drobne sukcesy już wcześniej, ale tym razem wywarzył drzwi światowych skoków razem z futryną. Nigdy żaden Polak nie podbił tak świata skokami na nartach i nigdy wcześniej nie mieliśmy takiego mistrza, który wydeptał w śniegu ślad innym.

Często mówi się, że polskie skoki dzielą się na te przed Adamem Małyszem i po Adamie Małyszu. Nie jest to do końca sprawiedliwe dla tych, którzy skakali przed nim, chociażby Wojciecha Fortuny, do którego w 1972 roku podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Sapporo uśmiechnęła się fortuna i który zdobył złoto olimpijskie. To złoto, po które Adam Małysz nigdy nie sięgnął. Kiedy bowiem w 2002 roku pojechał jako faworyt na amerykańskie skocznie w Salt Lake City, by tam zmierzyć się ze swym głównym przeciwnikiem, Niemcem Svenem Hannawaldem, to obu skoczków pogodził Szwajcar Simmon Amman. I to dwukrotnie, na obu skoczniach. Adam Małysz nie sięgnął zatem po złoty medal olimpijskie, zawsze już mu będzie go brakować w dorobku (zdobył srebro i brąz). Mają taki medal Wojciech Fortuna wcześniej czy Kamil Stoch później. A jednak wielu Polaków zapytanych o to, kto był najwybitniejszym polskim skoczkiem wszech czasów bez wahania wskazuje Adama Małysza.

Bo w jego wypadku istotny jest przełom. To, co Adam Małysz począwszy od pierwszego dnia nowego stulecia zrobił z polskimi skokami i polskimi domami, w których co niedziela zasiadało się do obiadu i do skoków. „Zawołaj mnie jak będzie skakał Małysz” – krzyczeli domownicy zajmujący się akurat czym innym, gdyż skoku Adama Małysza nie można było przeoczyć. 

Od listopada po kwiecień, nie było weekendu bez skoków i bez Adama Małysza. Sport, który gdzieś tam podskórnie zawsze Polaków przyciągał, ale zmuszał ich do podziwiania występów innych, teraz stał się naszym, własnym, bardzo polskim. I obchodził każdego.

O Polakach mawiano w czasie drugiej wojny światowej, że kochają latać i polecieć potrafią nawet na drzwiach od stodoły. A jeśli nie drzwiach od stodoły, to na nartach.

Epoka zwycięstw Adama Małysza odcisnęła się na wszystkich, którzy ją pamiętają i którzy wówczas te skoki oglądali. Nie tylko w formie emocji, wzruszeń i życia zastępczego, także dosłownie. Śladem Adama Małysza poszli inni. Narodziły się nowe pokolenia polskich skoczków: Kamil Stoch, Dawid Kubacki, Piotr Żyła, później Aleksander Zniszczoł, Paweł Wąsek i inni. Wszystko się wtedy zmieniło. Nastała nowa era.

Udostępnij podcast

;