Najwięki mistrzowie to seria, w której prezentujemy sylwetki najwybitniejszych sportowców z różnych krajów na całym świecie. W tej sportowej lekcji geografii podróżujemy po krajach całego świata i wybieramy wybitnych mistrzów z danego regionu. Ruszamy w drogę!
Podcast do poczytania
Godzinami grał na konsoli, spóźniał się na treningi, mało kogo słuchał, zbierał kolejne kary. Sprowadzony w 2017 roku przez klub FC Barcelona za kolosalną, zwalającą z nóg sumę sięgającą 148 mln euro, wydawał się być przytłoczony tym, jakie idą za tymi pieniędzmi oczekiwaniami. I chociaż Ousmane Dembele zawsze marzył o grze w FC Barcelona, to gdy tam trafił… Zdaje się, że także o tym opowiadał ze łzami w oczach, gdy w 2025 roku odbierał Złotą Piłkę. Już nie jako gracz FC Barcelona.
Różne mieliśmy przemówienia podczas odbioru Złotej Piłki – prestiżowej, pożądanej, ale i kontrowersyjnej nagrody piłkarskiej. Kto ją zdobędzie, tego nie wyznacza boisko. To nagroda uznaniowa, w formie plebiscytu. A skoro tak, zawsze budzi kontrowersje. Przyznawana od 1956 roku, początkowo tylko graczom europejskim, stała się starciem światowych preferencji, sympatii i antypatii, wagą mierzącą to, co zmierzyć niezwykle trudno. Bo przecież po to wymyślono sport, jego dyscypliny i reguły, aby za ich pomocą zmierzyć bez wątpliwości i dyskusji kto pierwszy, kto drugi itd. Plebiscyt jest w tym sensie całkowicie asportowy, a to plebiscyt bardzo popularny. W ostatnich latach wygrywali go głównie Lionel Messi i Cristiano Ronaldo – kolekcjonerzy nagrody.
Ma wyłonić najlepszego gracza świata, co brzmi dostojnie i mocno. A jednak ten niepokorny Ousmane Dembele odbierający Złotą Piłkę wypalił w swoim stylu: - Bycie najlepszym na świecie nic dla mnie nie znaczy.
Były to słowa wstrząsające, bowiem wydawało się, że Francuz deprecjonuje prestiżową nagrodę. On jednak uzasadnił: - Bo dzisiaj nim jesteś, ale to może się zmieniać co weekend. Po jednym meczu powiedzą, że jesteś słaby, a po innym, że najlepszy na świecie.
Słowem, łaska kibica i mediów na pstrym koniu jeździ. Tak uważa Dembele, który w czasie swej kariery doświadczył wielu wzlotów i może jeszcze więcej upadków. I zapewne to miał na myśli podczas swojego przemówienia podczas odbioru nagrody. Nie mówił jedynie o tym, że nic to nie znaczy, bo raz się jest na górze, a raz na dole. On powiedział znacznie więcej. Ze łzami w oczach, z wieloma momentami wzruszenia i załamania głosu opowiedział w zasadzie całą swoją karierę. Także trudne jej początki. On urodził się już we Francji, ale rodzice migrowali z Afryki. Ojciec pochodzi z Mali, a matka – z wioski Waly Diantang na samej granicu Mauretanii z Senegalem. To wioska na skraju Sahary, gdzie na czerwonej i niezbyt urodzajnej ziemi ludzie sadzą sorgo i czekają na deszcz. Kiedyś łowili też ryby, ale miejscowa rzeka wyschła.
Pewnie nikt by nie pomyślał, że z tego dalekiego krańca Sahary droga może prowadzić aż na szczyt światowego futbolu, przez zakręty i problemy życia młodego chłopaka z Afryki na ulicach Normandii we Francji. A jednak tak się stało.
Osmane Dembele stał więc za mikrofonem, płakał i mówił, że dobrze zna życie i jego zmienności. Zna je jak mało kto i może dlatego jak mało kto potrafił zrobić karierę, chociaż już wydawało się, że przepadł marnie i nic z tego.
Całe życie przecież marzył, by grać w FC Barcelona – jednym z największych i najsłynniejszych klubów świata. I marzenie wydawało się spełniać, na dodatek spełniać bardzo szybko. Piłkarz miał dopiero 20 lat, gdy zaczął grać tak dobrze, iż wielkie kluby (w tym FC Barcelona) nieuchronnie zwróciły na niego uwagę. Dembele był już wtedy zawodnikiem Borussii Dortmund w Niemczech. To klub rozpoznawalny, który grywa w ważnych rozgrywkach europejskich, a on trafił do niego z rodzimego, francuskiego Stade Rennes. Borussia była świetną trampoliną, mógł się tu wybić. I wybił.
Transfer do FC Barcelona był wielki wydarzeniem, zwłaszcza gdy wyszły na jaw prawdziwe sumy wokół tej transakcji. Wraz z dodatkami i bonusami klub z Hiszpanii zapłacił aż – bagatela – 148 mln euro! Jedna z najwyższych sum w dziejach i to za 20-latka. To robiło wrażenie, to stwarzało presję i wielkie oczekiwania. Dembele miał być teraz wielką gwiazdą FC Barcelona, w której przecież grali wówczas tak znani zawodnicy jak Lionel Messi, Anders Iniesta, Jordi Alba, Sergio Busquets i wielu innych. Konstelacja gwiazd, a on miał w niej zastąpić samego Neymara.
Na ich tle Ousmane Dembele nie rozbłysnął tak, jak się wielu spodziewała. Szybko zaczęły się problemy, narzekania na jego niesportowy tryb życia. Młody chłopak wałęsał się po nocnych klubach, bawił na mieście, nie przykładał do treningów, spędzał masę czasu na bezproduktywnych grach komputerowych. Źle się odżywiał, chadzał do fast foodów i opychał hamburgerami. To się musiało przełożyć na grę i zdrowie i przełożyło. Grał słabo, łapał kontuzje. Zdobył dwa mistrzostwa Hiszpanii w 2018 i 2019 roku, ale ostatecznie z wielkiej kariery w FC Barcelona wyszło mniej niż wszyscy na to liczyli. FC Barcelona straciła dominację na rzecz madryckiej konkurencji Realu i Atletico.
Kariera Dembele znalazła się na zakręcie, a on sam trafił z Hiszpanii do Paris St. Germain, klubu z etykietą nadętych milionerów z ogromnymi pieniędzmi, ale bez sukcesów. Etykietą nieudaczników i przegrywów. I co się wtedy stało? Wszystko się zmieniło. Odmienił się Ousmane Dembele, odmienił się Paris St. Germain. Z nim w składzie został zespołem grającym pięknie, może najpiękniej w świecie, a dominacja w Lidze Mistrzó sezonu 2024/2025 była wręcz przytłaczająca. PSG wygrał finał – podkreślmy, mecz finałowy! – rozgrywek z Interem Mediolan aż 5:0.
To wszystko chyba chciał nam opowiedzieć Ousmane Dembele, który przemawiał ze łzami, przyjmując Złoty But. Jakby chciał nam powiedzieć, że piłka nożna to przecież nic innego jak kondensacja wielkich emocji, które następnie zostają uwolnione.